Czas w podróży 9 godzin, ilość przejechanych kilometrów – 150 Po nocy spędzonej pod gościnnym dachem Tułuli i Żaro, czas ruszać w drogę. Jeszcze rano zjedliśmy wspólnie śniadanie, poprosiłem o możliwość zrobienia in zdjęcia i jadę. Droga na początku taka zwykła, trochę zakrętów, pod górę na dół. W sumie nic trudnego, i widoki coraz ładniejsze. Po kilkunastu kilometrach droga się pogorszyła ze względu na to że w niektórych miejscach była zniszczona przez schodzące lawiny kamienne. Dla mojego samochodu to żaden problem, zresztą wyprzedzały mnie samochody terenowe które szybciej i sprawniej się poruszały na tej wąskiej drodze. Problemy zaczęły się już wyżej, tzn. zaczął się śnieg na drodze. Z początku niewiele, ale w miarę dalszej jazdy pod górę było go coraz więcej. Auta, które mnie wcześniej wyprzedzały, teraz mijały mnie jadąc w przeciwną stroną niż ja. Tak sobie pomyślałem że chyba jest jakiś kłopot tam wyżej, skoro oni wracają. I faktycznie po następnych parunastu kilometrach zauważyłem ślady na drodze samochodów, które zawracały. Droga wąska, z jednej strony skały, z drugiej przepaść, ślisko i pod górę. Te małe samochody widać po śladach zawracały na kilka razy, no to ciekawe gdzie ja zawrócę, jak nie uda mi się pojechać dalej. Zatrzymałem jakiegoś kierowcę w Toyocie Land Cruiser, który wracał i zapytałem go o drogę i czy dojadę do Ushguli. Droga zasypana i ślisko, a do Ushguli i tak nie dojedziesz powiedział. No to trzeba zawracać, tylko jak i gdzie, jak wszędzie wąsko. Jadąc dalej szukałem trochę szerszego miejsca. Gaz, po pierwsze ma bardzo ograniczony skręt, po drugie wspomaganie takie byle jakie. Chcąc zakręcić często muszę robić to na „bujanego” czyli trochę bujać samochodem żeby móc skręcić kierownicą. Gdy udało mi się znaleźć szerszy kawałek drogi, z duszą na ramieniu na kilka razy udało mi się zawrócić. No to nici z mojej wycieczki do wiosek, trudno i tak byłem przygotowany że nie dojadę, ale trzeba było spróbować. Jeszcze zrobiłem sobie obiad w ładnym miejscu nad rzeką, trochę zdjęć. Po drodze w jakiejś wiosce zobaczyłem przed prywatnym domem jakiś pomnik, niestety plac był ogrodzony i zamknięty. Z daleka wyglądał jak Stalin, ale czy to możliwe, nie wiem. Nocleg wypadł gdzieś przy posterunku Policji.