Termin wyjazdu optymistycznie wyznaczyłem sobie w ostatni tydzień września, niestety później tylko go przesuwałem. Jeszcze nie byłem całkiem gotowy z samochodem po za tym , chciałem się jeszcze spotkać z kolegami, a wiadomo że po takich spotkaniach musi być dzień wolny od wszelkich prac. Zorganizowałem spotkanie przedwyjazdowe w Gdańsku i w Warszawie. W czwartek w Gdańsku a w sobotę w Warszawie. Dwie imprezy prawie dzień po dniu - było ciężko, ale wiem z własnego doświadczenia że spotkanie tuż przed wyjazdem jest bardzo ważne. Mi dodaje to sił a także pewności siebie, (niezbędnej przecież na wyprawie), tak siedząc i patrząc na kolegów nabieram siły płynącej ze stada. Dość powiedzieć że w Gdańsku urzędowaliśmy (oczywiście nie wszyscy - zostali tylko ci najmocniejsi) do 3 rano, a w Warszawie skończyło się przed północą.

Następne dni to nie kończące się prace przy adaptacji samochodu, niby wszystko przygotowane ale jeszcze tu wieszaczek, tu powiesić coś tam, tu mocowanie do czegoś tam i godziny zamieniają się w dni, a dni zamieniły się w dwa tygodnie (od pierwotnie wyznaczonego terminu).

Dziś jest 8 października i pisząc te słowa o 4 rano wydaje mi się że już dziś wystartuję. Zostały już naprawdę niewielkie rzeczy do zrobienia. Jestem już prawie spakowany, w magazynku mam już części zapasowe, narzędzia, dętki, różne liny, pasy, szekle, szlifierka i wiertarka akumulatorowa i inne niezbędne rzeczy. Jeszcze tylko jedzenie, kuchenne rzeczy, ubrania i w drogę.