Droga do Ropy nie była łatwa, na jakimś odcinku był objazd drogami o szerokości dla jednego samochodu z góry, pod górę, dużo zakrętów więc mocno się umęczyłem. Po południu przyjechałem do p. Stanisława, bardzo serdeczny starszy pan, który bez zbędnego gadania zabrał się za robotę. Najpierw rozbieramy prawą stronę (piszę w liczbie mnogiej - bo ja też aktywnie uczestniczyłem w pracach – głownie zagadywaniem p. Stanisława). Po wyjęciu półosi z prawej strony okazało się że jest mocno zużyta bieżnia i kule z przegubu się wysypały. No to chyba mamy przyczynę tych dźwięków z prawej strony. Skoro tak jest z prawej strony to wymieniam także i z lewej strony, wymieniam wszystko (półosie, łożyska, simeringi, uszczelki). Dzwonimy po części, na szczęście wszystko jest, w nocy pan przywiózł części tak żeby można było od rana stanąć do roboty. Wieczorem zostałem zaproszony na kolację do p. Stanisława i w towarzystwie jego miłej żony spędziliśmy resztę wieczoru. W nocy było ok. 0 stopni, więc po raz pierwszy włączyłem ogrzewanie tak na trochę żeby ogrzać salon.