Czas w podróży 3 godziny, ilość przejechanych kilometrów – 120. W nocy było – 12, ale ja spałem w hotelu tak więc taka temperatura mi nie straszna. Poczekałem do południa jak się ociepliło i wyruszyłem w drogę. Jezdnia czarna, ale miejscami tam gdzie słońce nie ogrzało to były małe lodowiska, szczęśliwie jakoś jechałem. Przy okazji podziwiałem też piękno gór, które były przysypane śniegiem. Zatrzymałem się na jakimś parkingu z platformą widokową i zrobiłem sobie fajne zdjęcia. Jeszcze zatrzymałem się na śniadanie i w pięknych okoliczności przyrody zjadłem jajecznicę. W pewnym momencie usłyszałem jakiś inny dźwięk, a ponieważ do wszystkich już dźwięków byłem przyzwyczajony, to ten nowy mnie zaniepokoił. Z upływem czasu z ledwo usłyszanego zrobił się mocny hałas. No to nie wesoło pomyślałem zwłaszcza że dźwięk pochodził z okolicy silnika. Muszę coś z tym zrobić i to szybko. Po raz kolejny dało o sobie znać moje szczęście wyprawowe, jadąc na dół zobaczyłem jakiś warsztat (co było naprawdę dużym szczęściem), taki dla ciężarówek. Pogadałem z kierownikiem, a ponieważ już było późno umówiliśmy się że przyjadę rano (rano to u nich 10) i oni zobaczą co tak hałasuje.