Czas w podróży 9 godziny, ilość przejechanych kilometrów – 160. Droga do Sighnaghi zajęła mi 9 godzin. Ciężko się jechało przez góry, no ale to już jest dla mnie normą a nie wyjątkiem. Chciałem tu przyjechać z dwóch powodów. Pierwszy, to w opisach różnych ludzi jest to piękne miasteczko z w klimacie włoskich małych miasteczek. Odbudowane i zadbane dzięki staraniom prezydenta Saakaszwilego, ponoć prezydent przylatywał helikopterem tu zjeść coś dobrego. Może prawda, a może kolejna miejska legenda. Drugi powód to wspaniałe wina. Ponieważ przyjechałem już dobrze po południu, to nim się jakoś ogarnąłem zrobił się wieczór. Trochę połaziłem po miasteczku i faktycznie wieczorem wyglądało bardzo ładnie. Poszedłem na kolację do jakiejś małej restauracji, gdzie coś zjadłem i kupiłem parę butelek wina. Oczywiście nie kupuję wina w marketach, tylko, albo w winnicach, albo właśnie w restauracjach gdzie najczęściej, albo właściciel robi wino, albo ktoś z rodziny. Ponieważ już dosyć długo nie było się gdzie wykąpać na noc zostałem w hotelu Traveler. Rano po śniadaniu poszedłem sobie kupić chleb i za dnia trochę pochodzić.