Po rannym spacerze postanowiłem trochę się wziąć za samochód. Uznałem że należy mu się porządny przegląd i smarowanie. Wczoraj jak przyjechałem do miasteczka, to znalazłem (całkiem przypadkowo) dobre miejsce na postój, tuż przed wjazdem w ciasne uliczki do centrum. Placyk i sporo miejsca wokół. Przebrałem się i zacząłem coś tam majstrować żeby podnieść kabinę. Oryginalnie kabinę od Gaza podnosi się prawie że bez wysiłku, jest tak wyważona, no ale nie moja. Ja do swojej kabiny dołożyłem rury, bagażnik i dodatkowo jeszcze skrzynię metalową w której są dwie dętki zapasowe i ochraniacze. Całość jest tak ciężka że nie jestem w stanie unieść kabiny. Stosuję więc taki trik, że podjeżdżam do jakiegoś stałego miejsca, drzewo, słupek, lub coś innego. Podczepiam pas (taki transportowy) z jednej strony do stałego elementu, z drugiej strony jest zaczepiony do bagażnika na górze. I tu się zaczyna cała historia - mianowicie, podciągam pas, idę zwolnić zaczep kabiny, idę podciągać pas, idę trochę zluzować kabinę, idę podciągać pas, idę zablokować zaczep żeby się nie zablokował, idę podciągać pas i już ciągnę do momentu, aż będę mógł już ręcznie podnieść i zablokować. Trochę to skomplikowane i czasochłonne, ale nie ma innej możliwości żebym sam podniósł kabinę. Gdy już kabina była podniesiona przyszło paru Gruzinów zapytać co to za silnik, i tak sobie trochę popytać. Jeden z panów powiedział że tutaj (wskazał bramę zaraz obok ) mieszka Polak - Piotr, i właśnie coś grzebie przy samochodzie. Oczywiście zostawiłem swoją robotę i poszedłem do niego tak na chwilę przywitać się i pogadać. Jak się przedstawiłem i powiedziałem co tutaj robię, Piotrek od razu zapytał czy czegoś potrzebuję i w czym może pomóc. Powiedziałem że mam wszystko, ale fajnie by było się spotkać i porozmawiać. Ponieważ i on i ja mieliśmy dużo pracy umówiliśmy się na kolację, degustację win i opowieści. Czas do wieczora wykorzystałem na serwis samochodu, później poszedłem na mury i tak się zeszło do wieczora. Wieczorem spotkaliśmy się we trójkę Piotr, jego partnerka Aneta i ja. Byłem ciekaw po pierwsze co Piotrek tutaj robi, czym się zajmuje, jak żyje, a po drugie jak się tutaj z Anetą poznali. A więc od początku, Piotrek Bolko mieszka już w Signaghi od 12 lat. Zajmuje się turystyką offroudową ma parę samochodów terenowych którymi turystów wozi na takie krótkie jednodniowe wycieczki. Ponadto ma trzy winnice, produkuje wino, i też czaczę czyli alkohol destylowany z tego co zostaje po wyrobie wina. Po sezonie Piotrek wraca do polaki gdzie uczestniczy przy realizacji różnych produkcji filmowych. Ucieszyłem się bardzo z tego spotkania bo Piotrek powiedział mi gdzie najlepiej jechać, tak żeby zobaczyć fajne miejsca i krajobrazy. Z Anetą poznali się tutaj kiedy Aneta przyjechała z wycieczką kilkuosobową. Piotrek był jednym z organizatorów tej wycieczki. Bardzo romantyczna historia. Wiecie jak to jest, kolacja przy ognisku, wino, tańce, gwiazdy i tak zaiskrzyło. Są ze sobą już kilka miesięcy. Aneta pracuje w Polsce, ale w miarę możliwości przylatuje do Piotrka. W bardzo miłej atmosferze posiedzieliśmy w restauracji aż do jej zamknięcia, a ponieważ rozmowy były nieskończone, zmieniliśmy lokal i poszliśmy do restauracji hotelu Travelers. Właściciel tego hotelu i restauracji jest bardzo dobrym znajomym Piotrka. Tutaj od nowa zaczęliśmy od degustacji win, a po wybraniu odpowiedniego trunku toczyliśmy swoje opowieści. Dość powiedzieć że skończyliśmy bardzo późno. Trudno mi nawet powiedzieć o której, ale jak wiadomo w dobrej kompani i przy dobrym winie czas szybko ucieka.