Czas w podróży 9 godziny, ilość przejechanych kilometrów – 240. Wczoraj wypiliśmy nie zmierzone ilości trunku i byłem przekonany że po winie głowa będzie mnie bolała co najmniej do południa. Rano otworzyłem jedno oko, z wielką obawą że na pewno już nawet od tak drobnej czynności głowa mi pęknie - nic się nie zdarzyło, więc otworzyłem drugie oko, poruszałem głową na lewo i prawo i nic. Czułem się troszeczkę nie wyspany, ale bez żadnych oznak kaca. Niesamowite te trunki, pomimo że mieszaliśmy białe z czerwonym, półsłodkie z wytrawnymi, nic mi nie było. Poszedłem do miasteczka po świeży chleb i zrobiłem sobie śniadanie. Z tego co pamiętałem z poprzedniego wieczoru Piotrek zachęcał mnie do jazdy do Parku Vashlovani. Piękne miejsce, piękne trasy. Ponieważ nie znalazłem tego na mapie, wpisałem w Google i pokazało mi trasę że jest to koło Tbilisi. Nawet trochę się zdziwiłem bo wydawało mi się że Piotrek mówił że jest to gdzieś niedaleko. Nic to, zapakowałem się i pojechałem. Droga zajęła mi 4 godziny. Dojechałem do jakiejś wsi u podnóża gór i będąc przekonanym że jestem na miejscu u miejscowych ludzi zapytałem gdzie tu jest dyrekcja parku bo trzeba się zameldować i dostać pozwolenie. Przez dłuższą chwilę nie mogliśmy się dogadać, wreszcie wytłumaczyli mi że owszem miejscowość tak się nazywa, ale Vashlovani tam gzie jest Park jest niedaleko Signaghi. A to ci przygoda, cztery godziny jazdy na próżno – trudno zawijam z powrotem. W między czasie Piotrek podesłał mi parę ciekawych tras. Ponieważ już było późno zostałem na noc gdzieś na parkingu.