Czas w podróży 5 godzin, ilość przejechanych kilometrów – 70 Żeby sobie oczy nacieszyć przyrodą postanowiłem pojechać i zobaczyć kanion Martwili i kanion Okatse. Ten pierwszy można było obejrzeć idąc po wyznaczonych kładkach i też zobaczyć od strony wody płynąć pontonem. Wybrałem opcję full, (bilet do kosztował 40 lar) i razem z przepłynięciem się pontonem wśród skał. Ładne widoki, „rejs” trwał może wszystkiego ze 20 minut. Jeszcze można było przejść się pieszo wśród skałek i to wszystko. No może to nie był jakiś ósmy cud świata, ale zawsze to coś innego niż droga. Po tych atrakcjach pojechałem zobaczyć drugi kanion (Okatse), który był w sumie niedaleko. Jak zajechałem na miejsce cały parking był zajęty przez małe busy (Delicta) z napędem na 4 koła. Grupka kierowców wskazała mi miejsce gdzie mam stanąć i jak tylko się zatrzymałem od razu przyszli oglądać mojego Gaza. Wszyscy byli zainteresowani jaki to silnik, ile pali, czy szybko jedzie i jeszcze sporo innych pytań. Gdy już skończyli pytać wtedy ja zapytałem gdzie mam iść i co oglądać. Poszedł ze mną do kasy jeden z kierowców i po drodze zaczął mnie namawiać żebym zostawił swój samochód na parkingu, a on za 60 lari mnie gdzieś tam zawiezie, później będzie czekał i przywiezie z powrotem. Ponieważ połowy z tego co mówił nie zrozumiałem pomyślałem sobie dobrze i tak nie wiem gdzie iść/jechać i co oglądać. Poszedłem za kierowcą do Łady Niwy, która nie dość że miała popękaną szybę to wyglądała jakby zaraz miała się rozpaść. Nie ma co wybrzydzać, jedziemy, ku mojemu zdziwieniu „Ładziarka” doskonale sobie radziła na tej drodze, a droga faktycznie nie dla mojego Gaza – za wąska. Pan mnie zostawił przed wejściem na teren, wytłumaczył że mam iść, i że będzie czekał na końcu tej drogi. Bardzo malownicze widoki, a najfajniejsze było to, że szło się taką ażurową metalową chodnią podwieszoną do skał. No ktoś kto ma lęk wysokości myślę że czuł by się fatalnie, bo pod nogami widać było kilkusetmetrową przepaść (no może trochę przesadziłem pisząc kilkusetmetrową). Faktycznie na końcu drogi czekał kierowca razem z innymi kierowcami. Ten „mój” musiał tym innym naopowiadać o mnie i moim samochodzie, bo jak tylko podszedłem do nich, to powiedzieli że jestem maładiec i jeszcze chcieli mnie poczęstować szklanką wina. Ładnie podziękowałem, wymawiając się tym że jeszcze daleka droga przede mną. Na noc zatrzymałem się gdzieś na skraju jakiejś wioski